Kinderwyprawka sierakowsko – międzychodzka

Po asfaltowej czerwcowej kinderwyprawce pomyślałem, że fajnie by było, aby dzieciaki (i co poniektórzy rodzice) posmakowały jazdy polnymi i leśnymi drogami ze wszystkimi tego urokami i przywarami. No i jak pomyślałem, tak zabrałem się do dzieła. Pod koniec czerwca zrobiłem mały rekonesans po dawno nie odwiedzanych miejscach Wielkopolski, no i jasnym się stało, że najlepszym miejscem na kinderwyprawkę będą okolice Sierakowa i Międzychodu. Mały ruch samochodowy, dużo dość dobrze utrzymanych gruntówek, malownicza, pagórkowata okolica i dostatek jezior – to były niezaprzeczalne atuty tego wyboru. Po dość intensywnych poszukiwaniach odpowiedniego miejsca noclegowego przypomniałem sobie o funkcjonującej niegdyś stanicy harcerskiej w Prusimiu. Okazało się, że harcerze stamtąd dawno się już wyprowadzili. Jednak nie odpuszczałem. Po kilku telefonach do gminy okazało się, że miejscówka dalej funkcjonuje, i można ją wynająć. Cóż było robić? 😉 Zaklepałem miejsce i zacząłem zbierać ekipę. Odzew przerósł moje oczekiwania. 🙂

Czternastego czerwca – w czwartek po południu stawiamy się w bazie kinderwyprawki. Im bliżej wieczora, tym w stanicy robi się ciaśniej. Stawiamy namioty, adaptujemy wiatę pod nasze potrzeby i zaczynamy przygotowania do wieczornego ogniska. Tymczasem…

… taka jest reakcja dzieci na wiadomość, że pierwszego popołudnia nie będzie wycieczki 😉

 Przejdź do fotorelacji tutaj.

Reklamy

W poszukiwaniu babiego lata w Parku Narodowym Ujście Warty

Miało nas być trochę więcej, to znaczy rowerzystów, rowerzystek i rowerzyściątek, ale… zapał ostygł, choroby porozkładały i z całej listy chętnych na placu boju zostaliśmy…ja z Alą. Nie zrażeni tym faktem (no, Ala trochę narzekała, że nie będzie koleżanek) postanowiliśmy sprawdzić, czy w Ujściu Warty uda nam się zobaczyć babie lato. Na miejscu okazało się, że pogoda była nam bardzo przyjazna. Lekki wiaterek, trochę chmur i co chwilę zza nich wyglądające słoneczko. Wyposażeni w górę kanapek i innych smakołyków ruszyliśmy na podbój betonki. A tam, jak zawsze – pięknie…

Spotkanie z pierwszymi przedstawicielami regionu
Spotkanie z pierwszymi przedstawicielami regionu
Widoki z platformy obserwacyjnej
Widoki z platformy obserwacyjnej
IV most
IV most
Czasami nawierzchnia betonki pozostawiała nieco do życzenia...
Czasami nawierzchnia betonki pozostawiała nieco do życzenia…
Sielsko anielsko
Sielsko anielsko

O_2013-03599

O_2013-03600 O_2013-03603 O_2013-03605

Prawie jak "Bociany" Chełmońskiego ;)
Prawie jak „Bociany” Chełmońskiego 😉
Wędkarski raj
Wędkarski raj
Obserwujemy krowę forsującą bród
Obserwujemy krowę forsującą bród
Młody perkoz
Młody perkoz
Spłoszone gęsi
Spłoszone gęsi

O_2013-03641

Na „betonce” spędziliśmy sporo czasu – Ala podziwiała ptaki i pasące się krowy i konie, a tata fotografował. Babiego lata niestety nie zobaczyliśmy. Pojedyncze nici, pająków w powietrzu nie było. Po prostu zbyt mało czasu upłynęło od ostatnich opadów, no i było jeszcze trochę za mokro i za chłodno.

W końcu przyszedł czas na odwrót. Niespiesznie wróciliśmy do Słońska, aby stamtąd pojechać w kierunku promu w Okszy.

O_2013-03645 O_2013-03646

Najpierw jednak trzeba było uzupełnić siły – przekąska pod sklepem w Słońsku. Posileni ruszyliśmy dalej – Szlakiem Gęgawy. Trasa w kierunku Kłopotowa i Okszy wiodła w całości po wale przeciwpowodziowym. Więc widoki były nieco bardziej rozległe, niż z poziomu łąk. Po kilku kilometrach dojechaliśmy do zabytkowej stacji pomp, gdzie urządziliśmy dłuższy popas i odpoczynek.

O_2013-03647 O_2013-03649 O_2013-03652 O_2013-03654 O_2013-03655 O_2013-03657 O_2013-03659 O_2013-03660

Do Kłopotowa dojechaliśmy z pewnymi kłopotami – nawierzchnia drogi na wałach była niekończącą się tarką. Ala, mimo, że wykazała się dużą dzielnością, w pewnym momencie zaczęła domagać się zakończenia trasy. Ale ostatecznie udało się… Nad Wartę dotarliśmy tuż przed zachodem słońca. A po chwili już byliśmy na promie, tuż przed jego zakończeniem pracy tego dnia. Ala miała niesamowitą frajdę z przeprawy. 🙂 Na drugim brzegu już czekała na nas polana biwakowa. Szybko rozbiliśmy namiot, urządziliśmy mikroskopijne ognisko na dwie kiełbaski (tyle miałem drewna ze sobą) i wśród odgłosów gęsi i żurawi pogrążyliśmy się we śnie. W nocy słyszałem odgłosy samochodów. Rankiem okazało się, że to wędkarze, którzy przyjechali na nocne połowy.

O_2013-03665 O_2013-03668 O_2013-03673 O_2013-03674 O_2013-03676

O poranku wyszło słońce i szybko wysuszyło namiot. Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. W Okszy odwiedziliśmy zabytkowy kościół o konstrukcji szachulcowej – gdyby nie krzyż na kalenicy, to nigdy bym się nie domyślił, że to świątynia. Lokalnymi asfaltami wśród łąk dojechaliśmy do samochodu i w ten sposób zakończyliśmy rowerową część naszego weekendu.

O_2013-03683 O_2013-03685 O_2013-03687

A na zakończenie – i nagrodę dla dzielnej rowerzystki odwiedziliśmy zoo – safari w Świerkocinie. Ala była zachwycona. 🙂

O_2013-03703 O_2013-03713 O_2013-03718 O_2013-03735 O_2013-03749

Safari było prawdziwe, jechało się własnym samochodem przez ogrodzone pastwiska, na których swobodnie chodziły zwierzaki z różnych regionów świata.
Wielbłądy wykazały wielkie zainteresowanie rowerem znajdującym się na dachu samochodu – zacząłem mieć obawy, czy nie poobrgyzają wystających elementów. 😉
Inne zwierzaki też wyjawiały ciekawość – albo raczej nadzieję na jakiś kąsek??? Na zakończenie odwiedzin – obeszliśmy małe klasyczne zoo oraz skorzystaliśmy z uciech na karuzelach, które były w cenie biletu. Mimo, że tata ledwo się mieścił w siedziskach, też sobie przypomniał dziecięce lata. 😉

O_2013-03783

I tak zakończyliśmy nasz rowerowo – przyrodniczy wypad weekendowy. 🙂

Słowenia

Po fascynacji Bałkanami widzianymi przez pryzmat Czarnogóry, naturalną koleją rzeczy były odwiedziny w kolejnym z krajów byłej Jugosławii. Padło na najbliższą nam Słowenię. Kraj, który został najmniej dotknięty wojną po upadku Jugosławii w latach 90-tych. Przez to najlepiej rozwinięty gospodarczo, a przez sąsiedztwo z Włochami i Austrią najbardziej „zachodni”. Nas najbardziej kusiły Alpy Julijskie i przebiegające przez nie drogi. Spodziewaliśmy się niezłych podjazdów w pięknych górskich sceneriach i nie przeliczyliśmy się. Jedyne czego w tej podróży trochę zabrakło, to niesamowitej ludzkiej otwartości i gościnności, jaką spotkaliśmy w Czarnogórze. Ale i tak – było dobrze.

Relacja

Czarnogóra

Pośród kilku krajów „kotła bałkańskiego” jest sobie takie małe państewko, wielkości województwa lubuskiego… Czarnogóra. Można by rzec, obszar do objechania rowerem w tydzień i obejrzenia wszystkiego co ciekawe. Nic bardziej mylnego. Czarnogóra to państwo pełne kontrastów, zmieniających się co kilka kilometrów widoków, wspaniałej przyrody i gór. Gór po horyzont. Od granicy do granicy. O wyjeździe na Bałkany razem z Monią myśleliśmy już od dawna, jednak zawsze ten kierunek jakoś przegrywał z innymi „okazjami”. W końcu, przyszedł czas. Z bałkańskich państw Czarnogóra wydała nam się najbardziej pociągająca, m.in. dzięki relacji zaprzyjaźnionej z nami rowerowejrodzinki. Na wakacje tym razem zamierzaliśmy wybrać się samochodem, zaoferowaliśmy więc naszym znajomym – podróżujących tandemem – pozostałe dwa wolne miejsca transportowe. I tak skompletowaliśmy ekipę na wakacje 😉
Przed wyjazdem dość mocno przysiedziałem nad mapami i przewodnikami, tak aby trasę naszej podróży (rowerowej) poprowadzić przez najciekawsze, a jednocześnie mniej znane miejsca Czarnogóry. No i chyba się udało…

Relacja

Kinderwyprawka sierakowsko – międzychodzka. Dzień 2

Trasa: Prusim – Międzychód – Skrzydlewo – Kamionna – Prusim

Kolejny dzień – kolejna wycieczka.Tym razem w okolice Międzychodu.

O_2014-02782Z porannego rozgardiaszu powoli zaczyna się formować grupa wycieczkowa. 🙂

O_2014-02788Podążając takimi drogami, mamy poczucie pełnego bezpieczeństwa. Jedynym zagrożeniem są czyhające pod trawą korzenie i szyszki. 😉

O_2014-02798Droga do Międzychodu mija nam wyjątkowo szybko. A jeszcze szybciej dopada nas gwałtowna ulewa, ledwo zdążamy się schować w miejscowej knajpie i lodziarni 😉 Jako, że w Międzychodzie jest jedna z niewielu tego dnia okazji na trasie na porządny posiłek, rozpierzchamy się w poszukiwaniu ciepłych konkretów. Po godzinie z okładem spotykamy się przy rowerach i jesteśmy gotowi do dalszej drogi.

O_2014-02809

Oczywiście co szybsi w jedzeniu czasu na siedzenie nie trwonią… 😉

O_2014-02820

A to nasza najmłodsza uczestniczka kinderwyprawki 🙂O_2014-02823

Po deszczu ani śladu, więc z wesołymi minami kontynuujemy wycieczkę.O_2014-02825

Na szosie pusto, więc można trochę rozluźnić szyki. O_2014-02831

Oczywiście szyki są rozluźnione, ale pod pełną kontrolą rodziców. 😉O_2014-02834

Ze Skrzydlewa do Kamionnej prowadzi malownicza pagórkowata gruntówka. O_2014-02836

Ale zanim pojedziemy dalej, trzeba sobie trochę pogadać i się pośmiać. Przecież się nigdzie nie spieszymy… 😀O_2014-02841

Takie drogi lubimy. Szkoda tylko, że mirabelki już opadły…

O_2014-02845

Gdzieś pośród pól…O_2014-02850

Dokąd drużyna ta pędzi? Na lody!!!

O_2014-02860

Ostatnie kilometry przed bazą.O_2014-02871A w bazie też się dzieje 😉 O_2014-02876

Po mile spędzonym dniu przychodzi czas na kiełbaski i pogaduchy do późnego wieczora… O_2014-02891

Późny wieczór… 😉

Czytaj dalej…

Kinderwyprawka sierakowsko – międzychodzka. Dzień 1

Trasa: Prusim – Zatom Nowy – Sieraków – Prusim

W piątek rano dołącza do nas jeszcze kilka ekip i ruszamy na naszą pierwszą trasę.

Zaraz po starcie witają nas konkretne kałuże na drodze, w sam raz na rozgrzewkę 🙂

Każdy radzi sobie na swój sposób aby je obejść, objechać lub przejechać, na szczęście unikamy większych wpadek 😉

Objazd, czy też bardziej… obejście…

Kolejne kałuże pojawiają się tak często, że postanawiamy opuścić drogę i pojechać dalej polem.

Piękna, rozjeżdżona przez sprzęt polowy ścierniskowa autostrada doprowadza nas do… nikąd. Cóż, robimy w tył zwrot – trzeba wracać się do rozjazdu…

Jeszcze tylko kilka łatwych kałuż i docieramy do wioski i asfaltu.

Przy pierwszym napotkanym sklepie następuje rozłam grupy i część rodziców z dzieciakami rusza na poszukiwanie lodów. Ja z Alą oczywiście też. 😉 Postój nieco się przeciąga, a mamy jeszcze kawałek do oddalonego kilka kilometrów promu na Warcie, który tego dnia kończy kursowanie w południe. Czasu nie jest za dużo, trzeba pogonić łasuchów. 😉 Ruszamy. Najkrótsza droga do promu na wyjeździe z wioski z asfaltówki zmienia się w gruntówkę, a po kolejnych kilkuset metrach w kopny piach. Zmusza nas to do pchania rowerów, a do ostatniego kursu promu czasu coraz mniej.

Piaszczysty odcinek nie jest jednak zbyt długi, a od skrzyżowania z drogą Międzychód – Sieraków wracamy na asfalt. Na prom docieramy chwilę przed ostatnią przeprawą. Czekamy jeszcze chwilę na ogon naszej wycieczki, a „kapitan” już się niecierpliwi i chce odpływać. Ale po krótkich namowach czeka na wszystkich. 😉

Dla małych rowerzystek i rowerzystów przeprawa takim promem to całkiem nowa przygoda.

I chwila odpoczynku od pedałowania 😉

Całkiem tłoczno 😉

Kierunek Sieraków!

„Rozrywka” na odpoczynkach 😉

Dziewczyny znajdują swoistą miejscówkę do jedzenia żelków.

Po obiadku w Sierakowie z pełnymi brzuchami ruszamy w kierunku plaży nad jeziorem Jaroszewskim. Całe szczęście, że na tym odcinku jest wydzielona droga dla rowerów, gdyż ruch na szosie jest spory.

Pełnia szczęścia!

Znad jeziora przepędzają nas dopiero pierwsze krople deszczu. Na szczęście deszcz pada niewiele dłużej niż znalezienie na dnie sakwy i założenie kurtki przeciwdeszczowej, więc po chwili możemy już spokojnie podążać w kierunku naszego obozowiska. Od tego momentu większość naszej trasy wiedzie gruntówkami i drogami leśnymi.

Objechawszy jezioro Jaroszewskie możemy podziwiać z punktu widokowego jego panoramę w pełnej krasie. na drugim brzegu widać również plażę, na której urzędowaliśmy jeszcze pół godziny wcześniej.

Ale żeby podziwiać takie widoki, do widokowego miejsca trzeba dojechać albo… dojść 😉

Górka faktycznie jest całkiem stroma!

Na chwilę jeszcze wracamy na asfalt.

Po pełnej przygód wycieczce w końcu docieramy do naszej bazy. A w bazie, jak to w bazie – gotowanie, zabawy dzieciaków, pogaduszki rodziców, no i oczywista rzecz – kulminacja wieczoru – kolejne ognisko! 🙂

 

Czytaj dalej…

KLESZCZ RUSZA NA ŁOWY

Warto przeczytać, zanim się ruszy w krzaczory…

TupTam

Sezon wyjazdowy w pełni, zieleń oszałamiająca, trawa szaleje ku słońcu. I szaleją też kleszcze.
Konkretnie i na temat, żeby przestraszyć, bo jest się czego bać. Leczymy boreliozę Wojtka od prawie roku bez terminu zakończenia. Siedzimy trochę w zielonym, ale to nie rzesze ugryzień kleszczy spowodowały, że w końcu któryś przeniósł boreliozę, a dwa z sześciu w życiu. Bo niestety te chorobę bardzo łatwo złapać, najczęściej początkowo o tym nie wiedząc. Choroba może się ujawnić w bliżej nieokreślonym momencie w sposób w zasadzie każdy. W ostatnim czasie można zaobserwować wręcz epidemię boreliozy – coraz więcej naszych znajomych ma/miało boreliozę lub inne choroby odkleszczowe, bo coraz więcej kleszczy jest zarażonych, a świadomość ludzi i medycyna nie dotrzymują im kroku 😦
Kleszcz to również masa innych chorób oprócz boreliozy. Pierwsze z brzegu – babezioza, bartonella, chlamydia, echrlihia… itd itp. Bardzo często otrzymując w darze boreliozę otrzymujemy również którąś z tych chorób (serio, piszący to…

View original post 1 422 słowa więcej